Jak połączyć „stare” i „nowe”? Czy AI jest panaceum?
Dzisiejszy post będzie bardziej operacyjny.
Współpraca z firmami właścicielskimi ma wiele wspólnych mianowników. I niemal zawsze słyszę od Charyzmatycznych Przywódców dwa zdania:
„My, Panie Bogdanie, to jesteśmy wyjątkowi…” albo:
„Eeee, u nas to jest całkowicie inaczej!” 😉
A tymczasem na wielu płaszczyznach jest dokładnie tak samo. W poprzednich wpisach wspominałem o KONFLIKTACH czy o SUKCESJI, która przecież wyrasta z tych samych źródeł.
Dziś pogadajmy o czymś innym: o DŁUGU TEHNOLOGICZNYM.
Co ciekawe, nie ma to żadnego związku z wielkością firmy ani z branżą. I o zgrozo – firmy z miliardowymi obrotami nadal potrafią działać na rozwiązaniach IT sprzed 20–25 lat. Takie prawie „analogowe” w świecie chmury i AI.
W rzeczywistości wygląda to zazwyczaj tak: Stary system ERP lub CRM („Panie Bogdanie, to był przecież Mercedes, jak go wdrażaliśmy!”) podparty kilkunastoma arkuszami w Excelu i napisanymi na kolanie programikami. Cała ta „infrastruktura” wisi na jednym „Panu Leszku” albo „Bartku z IT”.
I pojawia się potężny problem, kiedy chcesz wreszcie ruszyć tę Puszkę Pandory. Cała organizacja jest bowiem opleciona nieformalnymi nićmi „systemów niezbędnych do życia”.
Tym postem zaczynam dyskusję o potrzebie zmian w firmach właścicielskich. Jak zmieniać to, co konieczne, ale:
👉 nie uzależnić się od globalnych dostawców (polscy Charyzmatyczni Przywódcy mają na to alergię),
👉 nie wywrócić firmy operacyjnie do góry nogami,
👉 przekonać średnią kadrę kierowniczą do nieuchronności zmian,
👉 dobrze rozumieć, ile i dlaczego to właściwie kosztuje.
I proszę – jeszcze nie napisałem ani słowa o AI, choć było w tytule! O tym pogadamy za tydzień, jak najpierw odpowiecie mi na dzisiejsze pytania.
A jak to wygląda w Waszych projektach? Zwracam się szczególnie do moich znajomych prawników, doradców transakcyjnych i bankierów inwestycyjnych: jak często przy badaniu spółek pod kątem M&A lub sukcesji potykacie się o takie technologiczne trupy w szafie?
Dajcie znać w komentarzach! 👇


