Jako Pełnomocnik Zarządu ds. Inkorporacji, przeprowadziłem proces przejęcia i pełnej integracji firmy Właścicielskiej. Było to zadanie bez precedensu: największa na świecie firma z branży kupowała polskiego lidera w niszy specjalistycznej, nie mając wcześniej w Polsce żadnych kompetencji w tym sektorze. Moim celem było nie tylko wdrożenie korporacyjnych standardów, ale przede wszystkim przeprowadzenie „bezkolizyjnej” sukcesji menedżerskiej.
Firma była zbudowana przez dwóch „Charyzmatycznych Przywódców”. Przy skali 35 mln PLN przychodu i 150 pracownikach, spółka nie posiadała jednak żadnych struktur korporacyjnych. Zidentyfikowałem następujące ryzyka:
Proces inkorporacji rozpocząłem 4 miesiące przed fuzją prawną, poświęcając 50% czasu na bezpośrednią obecność w siedzibie spółki. Moje działania objęły:
1. Budowa nowej kadry liderów (Wewnętrzna promocja)
Zrezygnowałem z szukania menedżerów na zewnątrz. Wyłoniłem grupę 7 młodych, zdolnych pracowników, z których stworzyłem nową strukturę zarządzającą. Wśród nich zidentyfikowałem kandydata na Dyrektora Branży – eksperta z 10-letnim stażem, który cieszył się ogromnym zaufaniem zespołu, ale potrzebował wsparcia w budowaniu autorytetu menedżerskiego.
2. Warsztatowe modelowanie struktury
Zamiast narzucać gotowe rozwiązania, przeprowadziłem cykl warsztatów z nowymi liderami. Wspólnie zdefiniowaliśmy zakresy odpowiedzialności, budżety i KPI. To zbudowało w nich poczucie współwłasności nowych procesów i odpowiedzialność za wynik.
3. Optymalizacja portfela i dezinwestycje
Dokonałem rygorystycznego przeglądu linii biznesowych. Po precyzyjnym przypisaniu kosztów (czego wcześniej nie robiono), podjąłem decyzję o sprzedaży nierentownych działów. Skupiliśmy się na wysokomarżowej ofercie, co natychmiast poprawiło kondycję finansową.
4. Mentoring trwający ponad transakcję
Moja rola nie skończyła się w dniu inkorporacji. Przez kolejne półtora roku byłem mentorem i coachem dla nowego Dyrektora. Spotykaliśmy się co miesiąc, analizując realne problemy zarządcze i ucząc się nawigacji w globalnej korporacji.
Efekty tego procesu są dla mnie powodem do dumy nie tylko ze względów finansowych, ale przede wszystkim ludzkich:
Ten case udowadnia, że inkorporacja nie musi być „wrogim przejęciem”. Moja obecność jako łącznika między Właścicielem a korporacją pozwoliła zachować to, co w firmie było najlepsze, nadając jej jednocześnie globalną skalę i profesjonalne ramy.