Analiza

KONFLIKT (Część 3): „Przecież to JA mam rację!”

Dalszy ciąg moich rozważań o KONFLIKCIE. ⚡️

Dziękuję za wszystkie wiadomości prywatne! Widzę, że nikt nie chce „chwalić się” problemami publicznie, dlatego piszecie bezpośrednio do mnie. Doceniam to zaufanie. 

Analizując Wasze historie, podzieliłem je na trzy grupy. Choć dla każdego z Was to „wyjątkowa sprawa”, schematy bywają brutalnie powtarzalne:

🌋 „AKTYWNI udziałowcy”

Tu słyszę najwięcej agresji. „To JA na niego pracuję!”, „On już nic nie potrafi”. Porozumienie z takimi wulkanami złości to prawdziwe wyzwanie. Oczekiwanie konstruktywnej rozmowy bez złośliwości? To często „marzenie ściętej głowy”.

📉 „PASYWNI udziałowcy”

Zazwyczaj już po wizytach u psychologów, często z syndromem ofiary. Pozbawieni wiary w siebie, idealni do „niszczenia” przez drugą stronę. Żyją historią i dawną wyceną spółki, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Efekt? Firma powoli toczy się w dół.

🌀 „SUKCESORZY”

Dzieci i rodziny przyzwyczajone do wysokiego poziomu życia. „Czemu Tata nie daje kasy na mój start-up?”. Presja otoczenia sprawia, że nieporozumienia się multiplikują, nakręcając spiralę, z której trudno wyjść o własnych siłach.

Widzę te konflikty zawodowo, ale i wśród znajomych. Pytanie brzmi: Czy w takich sytuacjach wystarczy zwykły psycholog? 🧠

Moim zdaniem – nie. Biznes potrzebuje kogoś, kto rozumie i emocje, i arkusz kalkulacyjny. Kogoś, kto jak Wolf z „Pulp Fiction” wchodzi, gdy jest bałagan i po prostu rozwiązuje problemy. 

Zapraszam do dyskusji! Czy spotkaliście się z takimi „typami” w swoich projektach?

Piszcie też śmiało w wiadomościach prywatnych – jak zawsze, postaram się pomóc. 📬